Co zjeść w MarokuWyjazd do Maroka w lutym był dla nas przede wszystkim ogromną dawką słońca, pięknej pogody i pozytywnej energii. Udało nam się naładować akumulatory na na nowy semestr i kolejne tygodnie pracy, a także na ostatnie tygodnie zimy. Był to też wyjazd, na który bardzo się nastawiałam pod kątem kulinarnym. Nie mogłam się doczekać nowych smaków, bo do tej pory nie miałam zbyt dużej styczności z kuchnią marokańską. Wyruszyłam do Afryki z całkiem niemałą listą potraw i napojów, których chciałabym spróbować i na szczęście mi się udało! 🙂 Co ważniejsze, w ogóle się nie zawiodłam, a przy tym poznałam nowe smaki, które zamierzam przemycić do swojej kuchni. Już niedługo możecie się spodziewać na blogu przepisów na  msemen czyli marokańskie naleśniki, a także na koktajl z awokado, w którym od razu się zakochałam :-). Jeśli wybieracie się do Maroka lub po prostu chcecie się dowiedzieć, jakie pyszności tam na nas czekały, to serdecznie zapraszam do lektury :-).

Tajine

co zjeść w MarokuNajbardziej typowe marokańskie danie, o którym przeczytacie pewnie na każdym blogu :-). Tajine to jednocześnie nazwa potrawy, jak i naczynia, w którym się ją piecze. Może być przygotowany na wiele sposobów – znajdziecie tu różne rodzaje mięs, warzywa, suszone owoce czy orzechy. Wszystkie te wersje łączy sposób przygotowania potrawy – proces pieczenia przeprowadzany jest w specjalnym, zamkniętym glinianym naczyniu, postawionym nad rozżarzonym węglem lub drewnem. Takie gliniane naczynia spotkać można na każdym kroku – w sklepach czy przed wejściem do restauracji, a także na większości stoisk na Jemaa El Fna. Przed wyjazdem miałam ogromną ochotę takie naczynko ze sobą przywieźć do domu. Powstrzymała mnie jednak jego spora wielkość – szczególnie “pokrywki”, którą nakrywa się danie. Tajine jest tradycyjnie podawany z chlebkiem khobz, który opisałam dla Was poniżej.

co zjeść w Maroku

Kuskus

co zjeść w MarokuKolejne najbardziej znane danie marokańskie, czyli kasza kuskus z wszelkimi możliwymi dodatkami :-). Ja jestem ogromną fanką tej kaszy, a wersja wegetariańska, z dużą ilością warzyw i cieciorką bardzo przypadła mi do gustu. Ale tak jak w przypadku tajinów – wariacji na temat dania może być bardzo dużo: z różnymi rodzajami mięs, z owocami morza, karmelizowaną cebulą, a to wszystko często bywa posypane rodzynkami czy innymi bakaliami. Na każdym kroku da się zauważyć miłość Marokańczyków do słodkiego smaku. Nawet w wytrawnych daniach potrafią przemycić słodkie akcenty. To absolutny must do spróbowania w Maroku, ale po 2.-3. wersji faktycznie może się znudzić ;-). Porcje kaszy bywają bardzo duże, dlatego zachowajcie ostrożność podczas składania zamówienia – na pewno po takim daniu nie wyjdziecie z restauracji głodni :-).

co zjeść w Maroku

Khobz

To najprostszy, codzienny płaski chlebek marokański. Podaje się go do tajine czy innych dań głównych, a także wykorzystuje do zwykłych kanapek. Zobaczyć go można na każdym kroku w małych sklepikach czy budkach z jedzeniem. Taki chlebek pełni też często rolę sztućców – kiedy jedliśmy owoce morza na Jemaa El Fna podano nam do nich pasty z bakłażana i pomidorów – jedyną opcją, żeby je zjeść bez sztućców był właśnie khobz. Podobno taki chlebek robi się bardzo łatwo, wystarczy zwykła mąka pszenna, drożdże i woda.

Harira

Czyli najsłynniejsza marokańska zupa z soczewicy i ciecierzycy, gotowana na wywarze baranim lub wołowym. Można dostać ją praktycznie wszędzie i podobno wszędzie będzie inna. Występuje w wersjach z makaronem, ryżem czy kuskusem. Co ciekawe, po powrocie wyczytałam, że powinna być podawana w towarzystwie daktyli – mi takie zestawienie niestety się nie trafiło. Niemniej zupa była przepyszna i zdecydowanie warta spróbowania.

Harissa

co zjeść w MarokuBardzo pikantna pasta, którą można spotkać nie tylko w Maroko, ale także w Tunezji czy Algierii. Przygotowuje się ją z papryczek chilli, czosnku, kolendry, kminu rzymskiego i oliwy. Ilość oliwy reguluje tutaj nie tylko konsystencję harissy, ale także jej ostrość. Możecie ją zjeść w ramach przystawki w restauracji lub kupić gotową w słoiczku/tubce. Dla fanów ostrej kuchni to zdecydowanie pozycja obowiązkowa na liście marokańskich dań.

Owoce morza

Nie do końca wiem, czy dobrze zrobiłam umieszczając je na tej liście. Przed wyjazdem nastawiałam się na ogrom zjedzonych krewetek czy kalmarów. Chociażby w wersji z kuskusem. Ku mojemu zaskoczeniu na miejscu w restauracyjnych menu te owoce morza wcale się nie pojawiały. Ok, Marrakesh nie ma dostępu do wody, więc może dlatego było tam o nie ciężko. Ale żeby w Rabacie nie móc ich nigdzie dostać? To było dla mnie niepojęte. Na szczęście znaleźliśmy fantastyczne stoisko na Jemaa El Fna, gdzie za niewielkie pieniądze najedliśmy się 2 razy pysznymi kalmarami i krewetkami. I były to najlepsze kolacje, jakie zjedliśmy!

co zjeść w Maroku

Pastilla

To naprawdę przedziwne danie, podawane jako okrągła “bułka” z ciasta francuskiego, wypełniona kurczakiem i migdałami, posypana cukrem pudrem i cynamonem. I wiecie co? To smakuje naprawdę dobrze! Tradycyjna pastilla wykonywana była z mięsa gołębia, lecz takiej wersji już raczej się nie spotyka. Dostaniecie ją w piekarnio-cukierniach, gdzie może służyć za zwykłą przekąskę. W restauracjach natomiast jest serwowana jako przystawka. Spróbujcie jej koniecznie – smak jest naprawdę bardzo ciekawy. O pastillę podobno najłatwiej w Fezie, ale nie było nas tam, więc ciężko nam ocenić. Nie było jednak problemów, aby dostać ją w Marrakeshu czy Rabacie.

co zjeść w Maroku

Msemen

To tradycyjne marokańskie naleśniki przygotowywane z mąki pszennej i semoliny. Mają charakterystyczny kwadratowy kształt. Możecie je spotkać na każdym kroku. Najchętniej są jadane na śniadanie z miodem, dżemem lub serkiem kiri. Dla mnie taki naleśnik z miodem + opisany niżej sok z awokado stanowiły idealne poranne połączenie. Msemen podano nam także w dwóch riadach w Rabacie i Marrakeshu. Podobno są dość problematyczne w przygotowaniu ze względu na warstwy, jakie trzeba utworzyć z ciasta. Ale myślę, że podejmę wyzwanie i niedługo i one powstaną w mojej kuchni!

co zjeść w Maroku

Harsha

To okrągłe chlebki z patelni przygotowywane z samej semoliny. Serwowane są zwykle do śniadania (nam podano je do omletu) lub można je kupić na każdym kroku w ramach przekąski. Jada się je podobnie jak naleśniki – z serkiem topionym lub miodem. Dla mnie przegrywają z msemen, ale mimo to są całkiem niezłe i warte spróbowania :-).

co zjeść w Maroku

 

Berber Whisky

To żaden napój alkoholowy, a dość myląca nazwa marokańskiej herbaty miętowej. Liście mięty parzy się w bardzo charakterystycznych metalowych imbryczkach (które są fantastyczną pamiątką przywiezioną do domu!), podając do tego niewielką szklankę. Jeśli naleje Wam ją kelner, to możecie spodziewać się sporego widowiska – niektórzy nalewają ją z naprawdę duuuuuużej wysokości, aby utworzyć na powierzchni piankę. Tylko jedna uwaga – typowa marokańska herbata jest bardzo słodka. I niestety bardzo często, nawet jeśli zamówicie wersję bez cukru, to i tak dostaniecie już odpowiednio posłodzoną. Mi na wiele prób tylko raz czy dwa udało się wypić czystą miętę, którą najbardziej lubię. Co więcej, nawet jak zamawialiśmy kawę, to przynoszono nam słodką herbatę miętową :-D.

co zjeść w Maroku

Sok z awokado i Zaazaa

co zjeść w MarokuPrzej wyjazdem do Maroka przeczytałam kilka podobnych wpisów na innych blogach i nigdzie nie znalazłam soku z awokado! Wszyscy pisali o soku z pomarańczy, który fakt – jest wszędzie, jest pyszny i tani. Ale nie oszukujmy się, każdy z nas prawdopodobnie pił wcześniej taki sok – czy to za granicą czy w jakiejś polskiej knajpie. Stąd nie umieszczałam go na liście rzeczy, których koniecznie w Maroku trzeba spróbować. Natomiast sok z awokado to dla mniejsze największe i najlepsze odkrycie tego wyjazdu! Marokańczycy nazywają to sokiem, jednak dla mnie to bardziej koktajl, powstały przez zmiksowanie awokado, mleka i cukru. Jest przepyszny, stosunkowo tani, a dostać go można na każdym kroku. Ja się zakochałam i piłam go niemal codziennie. Myślę, że będzie stosunkowo często powstawał w naszej kuchni, tyle że w wersji bezcukrowej – można go zastąpić miodem czy ksylitolem. Spodziewajcie się niedługo przepisu na blogu!

Drugim odkryciem związanym z tym sokiem jest nastomiast pyszny deser – zaazaa (lub zae zae – zależnie od cukierni, w której to jedliśmy). Wspomniany koktajl z awokado (w nieco gęstszej wersji) jest podawany z różnymi dodatkami. Dla nas hitem była wersja z Rabatu, gdzie na wierzchu było dużo orzechów, migdałów, rodzynki i czekolada. W innej wersji z Marrakeshu było dużo owoców + bakalie i czekolada. Obie pyszne i obie koniecznie do powtórzenia w domu! Jeśli wybieracie się do Maroka, to nie możecie nie spróbować tego pysznego deseru!

co zjeść w Maroku

Lokalne ciasteczka

Jak na kochający cukier kraj przystało, ma on do zaoferowania całą masę przeróżnych ciasteczek, w tym tych najsłodszych, oblanych syropem. Na szczególną uwagę zasługują makrout – ciastka semolinowe z nadzieniem daktylowym, a także kaab el ghazal – ciasteczka migdałowe w kształcie rogów gazeli, smakujące jak nasz marcepan. Oprócz tych dwóch rodzajów jest też wiele innych – taką mieszankę słodkości możecie kupić w wielu cukierniach czy przy ulicznych stoiskach. Uważajcie tylko, ile sprzedawca Wam ich nakłada! My się trochę na tym przejechaliśmy i dlatego wróciliśmy do domu z kilogramem ciastek…

Daktyle

Co tu dużo mówić – daktyle w tym kraju są przepyszne, świeże, soczyste i tanie. Nie znajdziecie tu raczej (chyba że naprawdę za marne grosze) wysuszonych na wiór bakalii, jakie sprzedaje się w naszym kraju. Warto najeść się nimi na miejscu, a dodatkowo przywieźć chociaż trochę do domu!

Marokańskie wino

Tak, dobrze przeczytaliście – wbrew pozorom w Maroku produkuje się sporo wina. Jest tylko jeden problem – ciężko je dostać! My kupowaliśmy je w sklepie Carrefour w Marrakeshu, ale…. w takich samach sklepach w Rabacie już ich nie było! W typowych restauracjach także zapomnijcie, że dostaniecie jakikolwiek alkohol. Także trzeba się trochę natrudzić, ale według nas warto. Marokańskie wino bardzo przypadło nam do gustu, a przy tym było stosunkowo tanie (ok. kilkunastu zł za butelkę). Idealnie pasowało do popołudniowego relaksu na słonecznym tarasie naszego riadu :-).

Maroko jest jednym z tych krajów, z których można przywieźć ogrom kuchenno-jedzeniowych pamiątek. Dla mnie był to istny raj! Już na początku wyjazdu doszłam do wniosku, że koniecznie muszę kupić metalowy imbryczek do herbaty w zestawie ze szklaneczką, a także tutejszą miętę. Później “upolowałam” jeszcze przepiękną miseczkę. Oprócz tego kupiliśmy całą masę marokańskich przypraw – kurkumę, curry, imbir i cynamon, daktyle oraz wspomniane wcześniej nadmiarowe ciasteczka. Będziemy mieli czym częstować gości! Zobaczcie sami, jakie skarby udało nam się przywieźć z tego pięknego i ciekawego kraju :-).

co zjeść w Maroku

 

 

SPODOBAŁ CI SIĘ PRZEPIS? PODZIEL SIĘ NIM!