Postanowiłam, że w tym roku i ja podsumuję swoją blogową pracę z ostatniego roku. Bo był to rok naprawdę przełomowy! 🙂 Blog istnieje od ponad 3 lat, ale tak naprawdę dopiero od kilku/kilkunastu miesięcy zaczął się rozwijać. Jesteście ciekawi moich sukcesów i porażek z ostatniego roku? W takim razie zapraszam do lektury 🙂

 

 

 

 

Rozwój bloga samego w sobie:

W 2018 roku opublikowałam 87 wpisów, z czego były to głównie przepisy. Ale rozpoczęłam też 2 inne cykle: przewodniki po restauracjach i kawiarniach, które odwiedziliśmy podczas naszych podróży (swoją drogą to wpisy, które cieszyły się największą popularnością!), a także recenzje bezcukrowych miejsc na mapie Polski. Z tym drugim cyklem wiąże się kolejna zmiana na blogu – ukierunkowałam się na zdrowsze, lżejsze desery bez białego cukru. Z jednej strony przygotowywanie takich deserów wymusił na mnie mój stan zdrowia, a z drugiej zauważyłam coraz większa popularność takiego stylu życia. Czasami starałam się wplatać w to wersje wegańskie czy też bezglutenowe deserów, co pozwalało mi się bardziej rozwijać kulinarnie. Aczkolwiek ani weganką ani osobą na diecie bezglutenowej nie jestem! 😉

Gdzie zjeść w Barcelonie

W tym roku blog zyskał wreszcie nową domenę i serwer, jest dużo bardziej uporządkowany. To zawdzięczam przede wszystkim swojemu Mężowi, który w tę stricte informatyczną część włożył bardzo dużo pracy. Dziękuję! 🙂

Top 9 najpopularniejszych wpisów w tym roku:

1. Szybkie ciasto ze śliwkami
2. Wegański bezglutenowy biszkopt bez cukru
3. Fit leśny mech
4. Kokosowa szarlotka
5. Wegański snickers
6. Wegańskie brownie z buraków
7. Jagielnik dyniowy
8. Ciasto migdałowe z morelami
9. Szarlotka na kruchym spodzie

Instagram:

Wspólnie (a właściwie to też głównie mój Mąż) rozwinęliśmy też w tym roku Instagrama. To, że w tej chwili Kocie Łakocie obserwuje ponad 3000 osób to dla mnie ogromny sukces! A przy tym otworzył przede mną nowe możliwości kulinarno-fotograficzne. Tam nawiązałam swoje pierwsze współprace barterowe (dziękuję Huzar i Zdrowe Pola za zaufanie!). Współpraca z firmą Huzar przerodziła się także w mój pierwszy pokaz/warsztaty kulinarne, które odbyły się 4. sierpnia w Piasecznie (tutaj możecie przeczytać relację z warsztatów).

Na Instagramie zostałam także zaproszona do wzięcia udziału w warsztatach kulinarnych prowadzonych przez Eryka Wałkowicza pt. “Kuchnia roślinna na wynos”. Electrolux – dziękuję jeszcze raz za tę możliwość! To głównie tam przekonałam się, jak pyszna i ciekawa może być kuchnia wegańska. Później na mojej półce z książkami pojawiła się właśnie ta napisana przez Eryka i zaczęłam wprowadzać takie potrawy do naszej kuchni. A po wizytach w przeróżnych wegańsko-wegeteriańskich restauracjach i kawiarniach sami rozpoczęliśmy swoją przygodę z dietą wegetariańską! 🙂

Najwyżej ocenione zdjęcia na instagramie:

Fotografia kulinarna:

Naleśniki z karmelizowaną pomarańcząO tym chyba mogłabym napisać najwięcej. Bo w tym zakresie najwięcej się wydarzyło! A wszystko zaczęło się od pierwszego samodzielnie wykonanego tła strukturalnego (które widzicie obok!), potem od gromadzonych po kolei talerzy i kupionych desek, na których to chyba zrobiłam swoje najlepsze zdjęcia! 🙂 Zaczęłam przeglądać różne tutoriale, poradniki fotografii kulinarnej. Potem trafiłam do grupy na facebooku “Fotografia i stylizacja kulinarna” prowadzonej przez Żanetę Hajnowską, na której bardzo dużo się nauczyłam.

Wegańskie ciasteczka migdałowe

Ale najważniejszym punktem były przede wszystkim warsztaty fotografii kulinarnej, na które pojechałam do Kingi Błaszczyk-Wójcickiej z bloga Greenmorning. Kinga – dziękuję Ci za te 2 dni!:-) Dowiedziałam się bardzo dużo o stylizacji potraw, o tym skąd brać wszelkie rekwizyty i przede wszystkim, jak wykorzystać tę wiedzę w praktyce. Dzięki warsztatom zdecydowałam się także na zakup nowego sprzętu i teraz tego aparatu oraz statywu nie zamieniłabym na żadne inne! Kurs u Kingi sprawił, że moje zdjęcia diametralnie się zmieniły. Nie jest to jeszcze poziom, który chciałabym osiągnąć, ale myślę, że jestem na dobrej drodze :-).

Moje błędy i porażki:
  1. Zdecydowanie za mało wykonywanych zdjęć (a co za tym idzie – i przepisów). Ale to głównie zdjęcia są moją bolączką, bo przez to nie rozwijam się tak bardzo, jak bym chciała. Z drugiej strony doba nie chce się w dalszym ciągu wydłużyć, a wręcz się skraca…
  2. Przepisów także jest mniej niż bym chciała, żeby było. To paradoksalnie nie wynika z tego, że mam za mało czasu, żeby dane ciacho zrobić, a z tego, że nie ma komu takich ilości zjeść :-D.
  3. Brak założonych celów na kolejny rok, ale… to zamierzam w kolejnym roku zmienić! 🙂
Plany na 2019 rok:
  1. Bardziej intensywna nauka fotografii – stawianie sobie wyzwań i odkrywanie nowych możliwości. Przede wszystkim chciałabym opanować zdjęcia, które zawierają w sobie “ruch”, a z którymi w dalszym ciągu mam problem.
  2. Więcej przepisów na blogu, bo przecież od tego on głównie jest :-). Myślę, że liczbę tegorocznych wpisów spokojnie mogłabym powiększyć o 50%.
  3. Chciałabym wrócić do przepisów z różnych stron świata. Podróże to moja pasja, a odtwarzanie potraw z różnych krajów sprawia mi ogromną frajdę!
  4. Dotarcie do większego grona odbiorców na facebooku, z czym w dalszym ciągu mam duży problem…
  5. Stworzenie cyklu porad kulinarnych, do których zabieram się od dłuższego czasu – typu jak upiec perfekcyjny sernik :-).
  6. Rozbudowanie kategorii wpisów z podróży, ale do tego potrzeba mi przede wszystkim… wyjazdów zagranicznych :-D. Spokojnie – już co najmniej 2 mam w planach, a jeden naprawdę niedługo… 🙂

Mam nadzieję, że wszystkie te plany i kilka innych, które pewnie narodzą się w trakcie roku, uda mi się zrealizować :-). Chciałabym, żeby najbliższy rok był dla mojego rozwoju równie udany (a najlepiej jeszcze lepszy!) niż poprzedni. W tym miejscu chciałabym i Wam życzyć wszystkiego dobrego w Nowym Roku – walki o swoje marzenia i cele, wytrwałości, wielu niezapomnianych chwil, podróży i przede wszystkim dobrego jedzenia :-).

SPODOBAŁ CI SIĘ PRZEPIS? PODZIEL SIĘ NIM!